Miałam ostatnio taką sytuacje, postanowiłam zrobic chlopakowi przyjemnośc, wiecie jak to jest, ze faceci marzą o wyuzdanych dziewczynach w łóżku i gospodyniach w kuchni,wiec napisałam mu z 6 takich sprośnych smsów, co jakis czas pytałam, czy mam pisac dalej itp odpowiadał, ze tak. Jak juz skończyłam, spytałam czy mu sie podobało odpowiedział "bardzo", i tylko to. Napisałam, ze super,niech idzie spac, ale przed snem licze jeszcze na jakis komplement i pochwałe... ale tak wiecie, miło i w ogóle z tysiącem uśmieszków, bo stwierdziłam, ze jesli cos chce od chlopaka, to bede mu to mówic w prost, zeby potem nie było. I no wiecie, naprawde sie starałam, i chciałam usyszec chociaz kocham Cie. Na co on, ze przeciez juz mnie chwalił - tak, napisał przecież "bardzo" w odpowiedzi na moje pytanie" - na co ja powiedziałam, ze to przykre, ze ja sie tak staram a on tylko tyle... Mam racje, moge sie czepiac?
chodzi o to, ze ... no wiecie, chciałam usłyszec coś fajnego w stylu "kochanie szkoda, ze cie tu nie ma teraz zemną"... czy coś. Przesadzam? czy co?
No jest bardzo duzo mega podobnych sytuacji w naszym związku, i teraz nie wiem... czy to ja przeginam czy on.
Pozatym cholera, to były naprawde dobre smsy




