Ślub wschodem inspirowany - Joanna Misztela w roli głównej
Joanna Misztela - projektantka, której ślub wywołał sensację wśród znajomych i rodziny. Nie chodzi o żaden skandal. Powodem była przepiękna i oryginalna kreacja!
Co skłoniło Panią do tak oryginalnej kreacji ślubnej?
Jestem projektantem mody i nie ukrywam, że tradycyjna biała suknia nie była moim największym marzeniem. Byłoby to zbyt banalne. Taką kreację mogłam sobie przygotować na wesele, ale w kościele chciałam być tego dnia wyjątkowa. O kimonie myślałam już od kilku lat. Jestem zafascynowana kulturą Japonii, ich sztuką, tradycją i sposobem myślenia. Oczywiście wielu rzeczy nie rozumiem, dzieli nas zbyt wielka przepaść kulturowa. Kimono jest czymś na co w naturalny sposób zwróciłam uwagę z racji swojego zawodu. Kiedy zobaczyłam, jak może wyglądać pełny strój panny młodej z płaszczem uchikake, który nie koniecznie musi być biały, poznałam filozofię idealnie dobranych dodatków, to po prostu uległam jego czarowi.
Co było dla Pani inspiracją. Jak powstawała kreacja? Czy to Pani projekt? Skąd pochodzą tkaniny i wszelkie dodatki?
Od kilku lat dużo czytam na temat kultury japońskiej. Poza tym wykorzystałam fakt, że moja uroda pasuje to takiego stroju. Kimono jest wykonane w całości z jedwabiu. Zostało uszyte ręcznie, z niepowtarzalnych kuponów. Czytałam, że nie ma dwóch takich samych sukien ślubnych. Wszystkie dodatki pochodzą z kompletu, są idealnie dobrane i skompletowane przez azjatyckich mistrzów. Wśród dodatków znajdziemy amulet na złe duchy, portfel z papierowymi jenami, wachlarz. Nie chciałam udawać Japonki. Nigdy wcześniej nie miałam na sobie kimono. Nie miałam lekcji poruszania się i moje długie, szybkie kroki byłyby pewnie uznane w Japonii za nietakt. Ale oczywiście starałam się poruszać z gracją, o ile jest to w ogóle możliwe przy dziesięciokilowym obciążeniu i kilkuwarstwowych trenach . Zrezygnowałam z ich tradycyjnego obuwia zwanego geta i ich tradycyjnego nakrycia głowy. W geta zwyczajnie w świecie nie poruszałabym się swobodnie, nie wspominając o tradycyjnym pierwszym tańcu. Ich „welon” leży dobrze tylko na tradycyjnej ślubnej fryzurze, którą w tej chwili Japonki uzyskują za pomocą peruk. Włosy upięte miałam w kok, ozdobiony biżuterią z naturalnych pereł, specjalnie robioną na tę okazję. Kolczyki ze srebra, pereł i kryształków Swarovskiego wykonałam sama. Bukiet też nie był tradycyjny. Jasne róże z liśćmi bluszczu zainstalowane były w formie bransolety, tak bym mogła swobodnie podnieść poły kimon.
Jak na to zareagował Pani mąż, a wtedy jeszcze narzeczony? Czy konsultowaliście Państwo ten strój, czy była to... niespodzianka?
Mój mąż wiedział o moich planach i je zaakceptował . Był zaskoczony, ale zna mnie już na tyle długo, że spodziewał się czegoś mało konwencjonalnego. Początkowo miałam wypatrzony letni, biały komplet, który ważył 5kg. To dla mnie i tak sporo. Ostatecznie stanęło na przepięknym, dwukrotnie cięższym zimowym stroju z krwistym uchikake i czerwono-złotymi dodatkami. Pogoda w dniu ślubu nie była ładna. Od rana padało i było chłodno, więc idealnie jeśli chodzi o mój strój. Zimowe kimono wyciąga się w październiku, a ślub brałam pod koniec września. W pogodny dzień ugotowałabym się w nim. Przygotowując się do ślubu musieliśmy kolejny raz złamać tradycję, która pozwala panu młodemu zobaczyć przyszłą żonę dopiero w sukni przed ołtarzem. Mąż był jedyną osobą z mojego otoczenia, która nauczyła się wiązać sześciometrowy pas obi w motyli węzeł.
Jaka była reakcja księdza?
Ksiądz był taktowny i nie skomentował tego co zobaczył. Obawy były, ale strój przy swojej oryginalności jest bardzo przyzwoity. Przed wejściem do kościoła zostałam poinstruowana co będziemy robić. Wówczas ksiądz spojrzał na mnie i z lekkim uśmiechem zapytał –„Chyba da pani radę?”.
A jak zareagowali rodzice, rodzina, znajomi...?
Mama musiała się kilka nocy „przespać”, zanim dotarło do niej, że to będzie moja suknia. Wszyscy, którzy byli w kościele byli zachwyceni, ale i zaskoczeni. Goście z poprzedniego ślubu wracali do kościoła by mnie obejrzeć. Z całą pewnością był to na tyle niekonwencjonalny ubiór, że wzbudzał zainteresowanie i nie pozwalał przejść obojętnie. Część znajomych myślało, że sama zaprojektowałam swoją kreację. W końcu jestem projektantem. Nikt nie sądził, że tak daleko odbiegnę od europejskiej tradycji. Po pierwszym tańcu przebrałam się w mlecznobiałą suknię w azjatyckim klimacie, własnego projektu, z jedwabiu i koronki. Była kilkukrotnie lżejsza. Wtedy wreszcie mogłam poszaleć.
Czy wahała się Pani w którymś momencie, czy od początku do końca była pewna swojej kreacji i tego, że w tym dniu chce wyglądać właśnie tak!
Swoje marzenie realizowałam ponad rok. Poszukiwania zaczęłam w styczniu 2007 roku. Nie spotkałam nikogo, kto sprowadzałby do Polski taki komplet. W związku z tym musiałam sama przecierać szlaki. Bałam się, że nie znajdę takiej kreacji przez Internet. W Japonii w tym czasie było dwóch moich znajomych i nic im się nie udało załatwić. Kiedy pytali o możliwość kupienia kompletu na odległość, Japończykom nie mieściło się to w głowie, a stroje w domach towarowych były wyjątkowo drogie. Ostatecznie znalazłam firmę, która handluje kimonami i przesyła je pocztą lotniczą praktycznie w każde miejsce na świecie.
Po zaledwie ośmiu dniach od zakupu otrzymałam duże, czarne pudło pełne złotych i białych żurawi. Tak więc sam zakup nie był najtrudniejszy. Problemem okazało się znaleźć kogoś, kto mnie ubierze. Szukałam wszędzie, w Ambasadzie Japonii, firmach, które zatrudniają Japończyków lub organizują pokazy zakładania i noszenia kimono. Nikt nie potrafił mnie skontaktować z osobą, która odważyłaby się ubrać mnie w ślubne kimono. Dlatego poszukałam z moim wówczas przyszłym mężem instrukcji w Internecie i w pocie czoła, w przepychankach i walce z kilku metrowym pasem obi uczyliśmy się wiązać motyla. W dniu ślubu miałam pierwszy raz na sobie wszystkie warstwy. Kimono w kwiaty do kostek, które służy jako bielizna, dwuwarstwowe kimono w żurawie, które przewiązuje się między innymi pasem obi, które u mnie jest w rybią łuskę. A na to dwuwarstwowe uchikake z trenem, specjalny płaszcz, podbite złotym brokatem, które dopiero wtedy miało szansę zaprezentować się tak jak trzeba. Nie ukrywam, że wiązanie motyla było dla nas najbardziej stresującym momentem. Jestem świadoma, że nie założyłam wszystkiego tak jak założyłaby to Japonka. Jednakże trud się opłacił. Kiedy zobaczył mnie mój 4 letni siostrzeniec, powiedział, że wyglądam jak królowa. Czy można chcieć innego komplementu w dniu swojego ślubu?
Joanna Misztela – właścicielka firmy Misztela Studio Projektowe – projektantka mody, wykładowca w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, Wyższej Szkoły Sztuki Stosowanej w Poznaniu oraz Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie. Finalistka New Look Design 2006, laureatka I edycji ogólnopolskiego konkursu FUTURE pod egidą miesięcznika Twój Styl i Targów Poznańskich, finalistka konkursu Moda Folk 2006 oraz zdobywczyni 3 miejsca w konkursie dla młodych projektantów w ramach V Międzynarodowych Targów Bielizny i Pończosznictwa Lingerie w Warszawie - to jedynie wybrane z dotychczasowych osiągnięć Projektantki. Joanna Misztela zrealizowała kolekcje między innymi dla firm: Bera, Bild Presse Polska, Italian Fashion, Kapexim, Lespin, LPP S.A., Wadima.
Więcej na www.misztela.pl
Zdjęcia - Dariusz Cierpiał
Podobne artykuły
Forum
-
Obrączki które ładniejsze?
te http://www.apart.pl/pl/obraczki,c,kolekcje,Obietnica,147 czy ...
36 odpowiedzi
-
sukienka na wesele
Potrzebuję pomocy w wyborze sukienki na wesele przyjaciółki. Jak ...
29 odpowiedzi
-
zamiast welonu
Nie jestem szczególną fanką welonów ( oprócz gługich,
22 odpowiedzi
-
moja suknia
wreszcie jestem na etapie wybierania sukni dla siebie!! oto moje ...
19 odpowiedzi
najpopularniejsze
ostatnio na stylistka.pl
Stylistka poleca salony Wybrane salony
Dodaj swój salon
Zobacz jak łatwo możesz pozyskać klientów dodając swój salon urody do katalogu Salonów Stylistka!

















Komentarze (15)